Kategorie: Wszystkie | Absurdy drogowe | MejsonTV | Technika
RSS
środa, 25 lutego 2009
Bezpieczne przejścia

Kolejny odcinek z serii MejsonTV będzie poświęcony parkowaniu w pobliżu przejść dla pieszych. Co prawda jest przepis:

Art. 49. 1. Zabrania się zatrzymania pojazdu:

2. na przejściu dla pieszych, na przejeździe dla rowerzystów oraz w odległości mniejszej niż 10 m przed tym przejściem lub przejazdem; na drodze dwukierunkowej o dwóch pasach ruchu zakaz ten obowiązuje także za tym przejściem lub przejazdem;

ale jak jest to pokazuje ten film:

 

 

ps. Wybieram się na tygodniowy urlop. W związku z tym zawieszam na tydzień pisanie bloga codziennie, bo mogę nie mieć dostępu do sieci, ale sie postaram wysłać choć jedną notkę w tym czasie. W każdym razie warto się zapoznać z archiwum, a blog będzie dalej aktywny tak jak teraz po moim powrocie.

wtorek, 24 lutego 2009
Tako rzecze Rapacki: będzie bezpieczniej

Jak wiadomo bezpieczeństwo na drogach, to najważniejszy problem naszych urzędników. Oni już wiedzą jak je poprawić. Np. minister Rapacki:

"Projektowane zmiany przepisów oraz utworzenie systemu automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym powinny spowodować w Polsce nawet 50-proc spadek liczby wypadków z ofiarami śmiertelnymi."

Ten automatyczny system to po prostu sieć fotoradarów. Moim zdaniem jest to leczenie syfa pudrem, no ale przecież fotoradar jest dobry na wszystko, szczególnie świetnie reperuje budżety gminne.

"Pozwolą one m.in. na automatyczne ujawnianie przekraczania prędkości i karanie za to właścicieli samochodów w trybie administracyjnym."

Czyli już jest jasne. Rozwiązaniem naszych drogowych problemów ma być fotoradar i będziemy mieli kraj miodem i mlekiem płynący. Dlaczego jednak wyjeżdżając za naszą zachodnią granice mam wrażenie, że nie tędy droga? Dlaczego w Niemczech nie ma takiej sieci fotoradarów, jest mniej znaków, a wypadków osób zabitych na 100 wypadków jest sześć razy mniej? Czy to tylko sprawa mentalności, czy jednak infrastruktury drogowej?

Co z paradoksem programu "Bezpiecznych osiem"? Postawienie sieci fotoradarów spowodowało spadek zabitych na tych drogach, ale to nie przełożyło się na ogólną liczbę ofiar. Przypominam, że w 2007 roku mieliśmy wzrost liczby zabitych na drogach, mimo obowiązku świecenia świateł oraz coraz większej liczby fotoradarów.

Popatrzmy w statystykę:

Ogólna liczba zabitych w 2007: 5583

Najechanie na pieszego: 1924 (czy fotoradary ochronią pieszych?)

Najechane na drzewo, słup: 1032 (czy fotoradary można postawić przy każdym słupie i drzewie?)

Zderzenie czołowe: 1020 (czy fotoradary nie pozwolą kierowcom wyprzedzać?)

W ten sposób już doszliśmy do 70% wszystkich zdarzeń. Załóżmy, że jednak ktoś wpadnie na to, żeby jednak wszystkie środki przeznaczyć na budowę odpowiednich dróg. Czy wtedy zmniejszy się liczba najechań na pieszych czy zderzeń czołowych?

Oczywiście osobna sprawa, to opłaty za nasze autostrady, ale o tym może w innym czasie.

poniedziałek, 23 lutego 2009
Niewyraźne zdjęcia z fotoradarów

Sprawa zdjęć z fotoradarów budzi wiele kontrowersji. Szczególnie dotyczy to zdjęć niewyraźnych. O ile obowiązuje zasada domniemania niewinności, to jednak art. 78.4 mówi: Właściciel lub posiadacz pojazdu jest zobowiązany wskazać na żądzanie uprawnionego organu, komu powierzył pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie, chyba że pojazd został użyty wbrew jego woli i wiedzy przez nieznaną osobę, czemu nie mógł zapobiec.

Wydaje się to dość jasne, ale problem polega na tym, że nasze służby działają bardzo powoli. O ile pewnie nie będzie problemu, ze wskazaniem kierowcy po kilku dniach od wykroczenia, to praktyka uczy, że zawiadomienie o zdjęciu przychodzi po kilku miesiącach, czasem nawet po pół roku lub później.

Na forum Bezpieczeństwo na drodze Jureek opisał jak problem niewyraźnych zdjęć rozwiązano w Niemczech:

"Załóżmy, że przekroczyłem dozwoloną prędkość i fotoradar zrobił mi zdjęcie. Po około 2 tygodniach właściciel samochodu dostaje pisemko z wezwaniem do zapłaty mandatu, lub podania, kto wtedy kierował samochodem. Przeważnie w pierwszym piśmie nie ma wykonanego zdjęcia, ale można zażądać, żeby urząd przysłał to zdjęcie dla odświeżenia pamięci. Można odpowiedzieć, że nie wiem, nie pamiętam, kto kierował, wtedy nikt nie zapłaci mandatu, ani nie dostanie punktów. Jeżeli jednak ktoś 2-3 razy będzie zasłaniał się niepamięcią, to urząd może mu nakazać prowadzenie specjalnej książki używania pojazdu, gdzie muszą być wpisywane wszystkie jazdy, skąd - dokąd, czas i kto kierował. W razie kontroli drogowej policja ma prawo kontrolować tę książkę. Jak podoba się Wam ten pomysł?"

niedziela, 22 lutego 2009
Leniwa niedziela

Dzisiaj chciałem przypomieć piosenkę Krzysztofa Daukszewicza. Stan, który mi zazwyczaj odpowieda, ale coraz rzadziej widać go na drogach, nawet w niedzielę:

Leniwa niedziela

Jadą auta małe duże
Roztrącają w krąg kałuże
Bo orzekli w radio spece
Będzie ciepło jak za piecem
Nie przekracza nikt sześćdziesiąt
Nie ma takich co się spieszą,
Mają dziś obywatele
Leniwą niedzielę

Asfalt pachnie świeżym deszczem
Jak podłogi przedświąteczne
Co w nadwoziach aut seryjnych
Tworzy nastrój familijny
Ludzie dobrzy są od rana
Jak z audycji „W Jezioranach”
W taki dzień gdy wypadnie
Nawet złodziej nie kradnie

Pani lekkich obyczajów
Porzuciła wrota raju
Wraca wolno prosto z Essen
Swoim pierwszym mercedesem
Puder spływa jej po twarzy
I przeszkadza w jeździe marzyć
Jak tu łóżko wymościć
By się oddać z miłości

Docent z chłopskim pochodzeniem
Jedzie w nowym volkswagenie
Jego dzieci widzą w rowie
Chłopca który je razowiec
Też by zjadły coś takiego
Coś innego coś wiejskiego
Ale tata się złości
Że chcą jeść tak jak prości

Dyplomatę sen rozbudził
Że ma żyć wśród prostych ludzi
Jedzie wolno wedle mody
W dwa służbowe samochody
Szofer w randze porucznika
Sennie wiezie dostojnika
Drzemie pani jego żona
I znudzona ochrona

A chłopaki z braku zdarzeń
Grają w karty na radarze
Kto przegrywa ten ma z głowy
Plik mandatów kredytowych
Sierżant nie ma dzisiaj fartu
Więc prywatnie tak dla żartu
Wsadził blotki do ula
I powiedział: mam fula

A po drodze mkną górnicy
Naukowcy, urzędnicy
Nawet chłopi czując bluesa
Dołączyli na Ursusach
Tylko czasem jakieś auto
Zjeżdża wolno w rowu stronę
A kolumna jak salwą
Żegna zgubę klaksonem

A na stacji benzynowej
Ajent włożył strój wyjściowy
Salutuje samochodom
Które dziś donikąd wiodą
Nie przekracza nikt sześćdziesiąt
Nie ma takich co się spieszą
Mają dziś obywatele
Leniwą niedzielę

16:26, tiges_wiz
Link Komentarze (2) »
sobota, 21 lutego 2009
Podwójne standardy policyjne

Miałem już dziś odpuścić temat policji, ale jak się okazuje, ale ukazał się artykuł dotyczący dość typowego wypadku. Historia dość typowa. Pani twierdzi, że jedzie powoli, trafia się lód i ląduje na drzewie. Policja oczywiście stwierdza, że to jest "niedostosowanie prędkości" i już mamy kolejny wypadek, który powiększą tą statystykę. Na nią się oczywiście powołują ustawiacze ograniczeń i fotoradarów. I były by tak jak zawsze, ale ja ciągle pamiętam o innym wypadku, gdzie śmierć poniosło dwóch policjantów.

"Nie można jednak wykluczyć, że nie doszło np. do otarcia o inny samochód osobowy czy ciężarówkę. To jednak potwierdzą lub wykluczą dalsze specjalistyczne badania - dodał."

"Z ustaleń ekspertów wynika, że w chwili tragedii w miejscu, gdzie doszło do wypadku, były bardzo trudne warunki - m.in. gołoledź. Policjanci jechali z minimalną prędkością, mimo to prawdopodobnie wpadli w poślizg. Wiadomo też, że pojazd dachował.

Przesłuchano również osoby, które brały udział w kolizjach w miejscu, gdzie znaleziono policyjnego poloneza. Wykluczono, by ich samochody zderzyły się z autem funkcjonariuszy.
"

Ciekawe, prawda? Nic o "niedostosowaniu". Po za tym czy to naprawdę, nie można było określić minimalnej prędkości, przy której polonez dachuje? Niestety lepiej iść na łatwiznę i zwalić winę na kierowcę. No chyba że jest policjantem. Wtedy winna może być droga, albo przełożony.

piątek, 20 lutego 2009
Weseli policjanci

Na moim blogu i na forum Bezpieczeństwo na drodze poruszam temat dróg i oznakowania. Jeżeli chodzi o policję, to temat traktowałem na razie dość pobieżnie, z zamiarem zajęcia się nim w innym terminie. Dziś jednak na portalu Gazeta.pl pojawił się przedruk z Polityki dotyczący pracy policji. Warto go przeczytać szczególnie, że wypowiadają się w nim też policjanci:

Chłopcy radarowcy

"Jeden z funkcjonariuszy tak opisuje dobrze sobie znaną drogę: "Trasa Szczytno-Olsztyn jest bardzo wąska i kręta, więc od pewnego czasu niektóre odcinki są poszerzane i prostowane. Tylko że po remoncie natychmiast stawia się tam znaki z ograniczeniem do 60 km/h. To totalny absurd, bo przed remontem w tych samych miejscach dozwolona prędkość wynosiła 90 km/h."

Czy walkę tylko z prędkością, co opisuje ten fragment:

"W TVN Turbo (program "Uwaga pirat!") kierowca tłumaczy się policjantom, że rozpoczął manewr wyprzedzania w dozwolonym miejscu, ale jadące blisko siebie tiry uniemożliwiły mu wskoczenie na prawy pas (co zresztą było widać na monitorze policyjnej kamery), dlatego manewr zakończył za przejściem dla pieszych. - Powinien pan przewidzieć, że będzie to przejście - mówi policjant. - Jak miałem to przewidzieć? Tam nie było żadnego znaku - broni się kierowca, wyraża skruchę i prosi o łagodny wymiar kary. Ale policjanci są niewzruszeni, karzą go maksymalnym mandatem i najwyższą liczbą punktów. Ukarali kierowcę auta osobowego, a odpuścili kierowcom tirów, którzy jadąc w nieprzepisowej odległości jeden za drugim sprowokowali niebezpieczną sytuację."

Co do programu Uwaga! Pirat, to zdarzają się odcinki, gdzie kontroluje się tylko prędkość, a prawdziwi piraci, wyprzedzający na podwójnych ciągłych, wymuszający pierwszeństwo jakoś zazwyczaj uchodzą uwadze. Trafiają cię co jakiś czas, ale nie za często. A śpiewkę, że policja już wychodzi z krzaków słyszę od lat osiemdziesiątych.

09:52, tiges_wiz
Link Komentarze (1) »
czwartek, 19 lutego 2009
Zagadka! Gdzie jest znak?

Dzisiejszy wpis to zasługa Edka40, który zrobił zdjęcie na pewnym odcinku drogi. Zdjęcie zostało zrobione zimą.

Otwórz większe

Podejrzewam, że latem gdy drzewa mają więcej liści jest jeszcze gorzej. Za tablicą oznaczającą teren zabudowany stoją jeszcze dwa słupki z jakimiś znakami. Oczywiście jest to także ulubione miejsce polowań policji. Oznakowanie pewnie zostało zatwierdzone na papierze. Szkoda, że nikt się nie pofatygował, aby zobaczyć jak to wygląda w praktyce.

środa, 18 lutego 2009
Słupki, czyli zwiększamy bezpieczeństwo

W serwisie intetia.pl ukazał się artykuł Macieja Pertyńskiego. Co ciekawe, jest to rozwinięcie tematu, który pojawił się na forum Bezpieczeństwo na drodze. Pozwolę sobie najpierw przytoczyć kilka cytatów:

Maciej Pertyński - "Oto doniesiono mi, że np. na Dolnym Śląsku jakiś tytan myśli poszedł dalej - dla niego słupki były półśrodkiem. I oto w osi jezdni pojawiły się ponoć (nie mam potwierdzenia fotograficznego, ale kilka postów) STALOWE SZTABY wysokości 10-15 cm, wbite w asfalt wzdłużnie w osi jezdni.(...)

Miałem okazję wymienić poglądy na temat tych nowo-tworów drogowych z ludźmi, którzy mieli - i mają - do czynienia z zarówno tworzeniem, jak i egzekwowaniem prawa, w tym Prawa o Ruchu Drogowym. Kilku zdążyło już samemu "nadziać się" na słupki, a wszyscy byli zaszokowani tymi przejawami barbarzyństwa.(...)

Na szczęście do Polski powróciła zima i - jak słyszę - jakieś 75 procent tych pięknych słupków poszło w cholerę, bo piaskarki nie mieściły się ze swymi szuflami i je powyrywały.(...)

Wziąłem też udział w panelu na ten temat na antenie jednej z rozgłośni radiowych - podobnego zdania jak ja byli wszyscy poza pewną panią reprezentującą Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad. Czyli właściciela i zarządcę dróg, o których mowa. Zarządcę odpowiadającego za bezpieczeństwo - jego utrzymanie, a nawet podnoszenie. I ta pani powiedziała, że (cytuję z pamięci) "Przecież przed tymi elementami ustawiliśmy dodatkowe znaki A-30 o innych niebezpieczeństwach!"

piw - "Słupki powinny być wszędzie gdzie nie wolno wyprzedzać. Słupki są dla bezpieczeństwa. Autor artykułu chyba nie rozumie co pisze."

asteran - "Skoro tylu gamoni ładuje w te słupki tzn, że pchali sie na czołówke na przeciwny pas!cieszmy się że trafili w słupki a nie w kogoś z naszej rodziny jadącego z naprzeciwka!"

Jestem trochę przerażony tą bezinteresowną złośliwością. Czy to są ludzie, którzy wystawiają innych na czołówkę w czasie wyprzedzania? Na forum zdania także były podzielone, jeżeli chodzi o sprawę słupków:

emes-nju - "Wydaje mi się, że jest pewna, zapewne subtelna i pomijalna różnica pomiędzy słupkiem kilometrowym POZA JEZDNIA, a słupkiem NA JEZDNI. Oprócz orłów są też gołabki. I taki piszący te słowa gołabek mało nie dostał po skrzydełku takim słupkiem. TIR sie nie zmiescił i wepchnał słupek prosto pode mnie. Te nieumocowane słupki w ogóle maja tendencje do wędrowek (i nikt ich nie poprawia - po co? Przecież kierowca ma "dostosować")"

wichura - "Bo chodzi o to, żeby:
a) pokazać że coś się robi,
b) uspokoić burmistrza / sołtysa / radę miasta,
c) było ładnie i nowocześnie,
d) wydać pieniądze.
Nie chodzi o bezpieczeństwo. Tak samo jak powinni za jajca powiesić debila, który na trasie szybkiego ruchu tworzy wysepki otoczone krawężnikiem - pieszego to i tak nie ochroni, a rozpędzony nawet do 90 kmh samochód trafiający na krawężnik staje się półtoratonową kulą armatnią o przypadkowym polu rażenia."

Starałem się znaleźć jakiś post, który byłby jednoznacznie za słupkami, ale praktycznie takiego nie było. Głównie dyskusja dotyczyła dostosowania prędkości do warunków i przekraczania linii ciągłej. Wątek był inspirowany słupkami plastikowymi, a nie metalowymi.

Moim zdaniem tej radosnej twórczości powinien się przyjrzeć prokurator. Kierowcy popełniają błędy i będą je popełniać. Muszą mieć miejsce, aby móc błąd naprawić. Takie słupki powodują, że margines bezpieczeństwa bardzo się zmniejsza. Nietrudno sobie wyobrazić konieczność ominięcia w nocy pijanego pieszego czy stealthbikera. W końcu to nasza drogowa norma. Decyzje GDDKIA zaczynają być coraz bardziej groteskowe i mam wrażenie, że tam nie ma nikogo, kto miałby sensową i spójną wizję poprawy bezpieczeństwa.

wtorek, 17 lutego 2009
Na drogach śnieg i jest wesoło

W takich warunkach zimowych uwidaczniają się różnice w podejściu kierowców do jazdy i ich umiejętności. Zwracają uwagę przede wszystkim "czołgiści". Niedbale wytarta szyba przednia i pełno śniegu na samochodzie to ich znak rozpoznawczy. Druga kategoria to "komety". Tym razem okna są czyste, ale za to niezmieciony śnieg na dachu daje efekt ładnego warkocza, który zasyspuje kierowców z tyłu. Tu trzeba uważać na komety wagi ciężkiej. Kawał lodu z naczepy to nic przyjemnego. Czasem się też zdarza "komecie", że się zsunie śnieg z dachu na przednią szybę. Daje to dość radosny rezultat. 

Ujawniają się też niespełnieni rajdowcy, którzy na śliskim dają za dużo gazu, co powoduje boksowanie kół. Takich spokojnie omijam ruszając z 2 czy 3 biegu. Pewnie będą się zastanawiać, czy nie mam opon z kolcami. Kolejna grupa będzie jechać 30-40 km/h lewym pasem, nawet jak warunki i znaki pozwalają na więcej. Póki jednak nie występują stadami, to nie stanowią większego problemu.

Na koniec będzie "wujek dobra rada": dywaniki naprawdę pozwalają ruszyć na lodzie w sytuacji ekstremalnej. Lepsze są filcowe, ale i gumowe mogą pomóc. Warto też mieć zmiotkę i małą saperkę. A zima w lutym to nic dziwnego.

Należy też pamiętać, że sanki nie mają hamulców, więc jeżeli ktoś je ciągnie i zahamuje, to niech sie nie dziwi, że albo wprasują się w "ciągnik", albo wyprzedzą bokiem. Niestety te oczywiste prawa fizyki dla niektórych są czarną magią:

Wypadek z sankami

poniedziałek, 16 lutego 2009
Polowanie na jeleni 2 - reaktywacja

Jakby na zamówienie na stronach interiii pokazał się ten film:

Pościg

Wywołał on sporo kontrowersji, od zrozumienia działań policjantów, po krytykę i moim zdaniem niebezpodstawną. Mam nadzieję, że policjanci jechali jako pojazd uprzywilejowany. Jednak mam kilka pytań. Pościg trwał 22 minuty. Czy przez ten czas nie udało się zorganizować blokady oraz wsparcia śmigłowca? Czy mając radio nie mogą chociaż poprosić pomoc kierowców ciężarówek (raz miałem wrażenie, że jeden kierowca ciężarówki próbował pomóc)? Czy jedyną metodą zatrzymania motocyklisty jest więc szaleńcza jazda? Zwracam uwagę na moment wyprzedzania busa z przyczepa, choć to akurat wina motocyklisty. Z drugiej strony w innych krajach za taką jazdę można nie tylko stracić prawo jazdy, ale także trafić do aresztu. U nas dopiero tragedia powoduje odpowiednie działanie policji i prokuratury, o czym świadczy zbyt duża liczba wypadków powodowanych przez pijanych kierowców bez prawa jazdy. Pewnie taki nasz folklor.

09:48, tiges_wiz
Link Komentarze (1) »
niedziela, 15 lutego 2009
Prawica nie jest trendy

Mimo ruchu prawostronnego w Polsce istnieje dziwny zwyczaj unikania prawego pasa. Efekt jest taki, że często w miastach jest jazda prawy, pasem jest najszybsza o najbardziej płynna. Jest to widoczne na przykład na filmie poniżej:

 

 

Dlaczego tak się dzieje? Przyczyn jest pewnie kilka. Przede wszytkim prawy pas wymaga trocję uwagi. Zdarza się, że trzeba ułatwić wyjazd autobusom kominikacji publicznej, czasem także ktoś się zatrzyma aby zaparkować. No ale jak ktoś woli czekać na środkowym pasie to jego wola.

Najbardziej zatwardziałego lewopasmowca widziałem o 3 w nocy na pustej drodze. Jechał lewym zaśnieżonym pasem 30 km/h, mimo że prawy był już odśnieżony (właściwie to przecierał szlak). Przez najbliższe kilka kilometrów nie było także skrętu w lewo. 

sobota, 14 lutego 2009
Polowanie na jeleni

Nieoznakowane radiowozy policyjne budzą sporo emocji. Z jednej strony pozwalają na rejestracje wykrocze, które trudno wykryć w inny sposób, a z drugiej metody pracy policjantów budzą sporo kontrowersji. Przypominają po prostu łapankę, a i styl jazdy policjantów czasem budzi sporo wątpliwości.

Polijcja tłumaczy się, że wszysko jest w porządku, ponieważ broni ich zasada kotratypu ustawowego. Za Wikipedią:

Kontratyp – okoliczność wyłączająca karną bezprawność czynu. Zaistnienie kontratypu powoduje, że zachowanie wypełniające znamiona czynu zabronionego nie jest przestępstwem. Innymi słowami – postępowanie, które w normalnych warunkach jest bezprawne, staje się prawnie dozwolone ze względu na zaistnienie określonych przesłanek.

Z drugiej strony wielu forumowiczów pisze wręcz o naciskaniu i agresywnej jeździe policji.

Moim zdaniem policjanci po stwierdzeniu wykroczenia, powinni od razu włączyć sygnały i ewentualny pościg kontynuować jako pojazd uprzywilejowany. Prawdopodobnie nagle się okaże, że kierowca się zatrzyma od razu.

 

16:50, tiges_wiz
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 lutego 2009
Co to jest rondo?

Oczywiście chodzi tu o twór oznaczony znakiem C-12, czyli "skrzyżowanie o ruchu okrężnym".



Jest kilka rond, które takim skrzyżowaniem nie są i oznakowane są parą znaków C-2 i C-1.



Wiele takich skrzyżowań jest we Wrocławiu i przyjezdni niech tam uważaja, bo niektóre drogi dochodzące do takiego skrzyżowania są z pierszeństwem. Przykładem może być pl. Powstańców Śląskich.

Ale zajmę się tym pierwszym przypadkiem.
Tak naprawdę nie ma jednoznacznej definicji jak taki twór traktować. Prawo o ruchu drogowym wspomina o nim, jest kilka przepisów, które się do takiego skrzyżowania odwołują i to właściwie koniec.
Niestety w Polsce na drogach spotyka się dwa typy myślenia. Pierwszy to traktowanie ronda jako całości. Przy wjeździe pojawiają więc np. pasy przeznaczone do skrętu w lewo, także ruch organizuje się wydzielając kierunki (prawo, prosto, lewo). Drugi, to potraktowanie ronda jako ciąg skrętów w prawo. Można sobie np. takie skrzyżowanie "rozprostować".

Przykładem pierwszej filozofii jest rondo Zgrupowania AK Radosław


Drugiej, rondo Bema w Olsztynie


Ja jestem zwolennikiem drugiego sposobu i mam na to kilka argumentów.
Pierwszy w miarę się sprawdza, jeżeli skrzyżowanie jest dość małe i ma 4 drogi dolotowe. Wtedy określenie kierunków jest dość proste. Schody się jednak zaczynają, jeżeli wlotów do ronda jest więcej lub są niesymetryczne. Powoduje to często ogromne zamieszanie, jak na nieszczęsnym rondzie Zgrupowania. Teoretycznie to ma działać w ten sposób, że kierowca wybiera pas, a światła tak kanalizują ruch, że można pojechać prosto także z prawego, ponieważ na pasach obok zabronione jest skręcanie w prawo. W praktyce gęsty ruch powoduje, że obok siebie mogą zatrzymać się na światłach samochody, które wjechały z różnych stron, co uniemożliwia jazdę prosto z prawego pasa. Druga filozofia jest moim zdaniem bliższa temu co rozumiem za ruch okrężny. Oznakowanie przecież uprzywilejowuje ruch wokół wyspy. Same skrzyżowania nie muszą mieć symetrycznych czterech wjazdów. Spotyka się konstrukcje z pięcioma czy sześcioma odnogami (a czasem i więcej) i nie zawsze jest możliwość ocenienia układu. To dotyczy szczególnie dużych skrzyżowań o ruchu okrężnym. Policja także w ten sposób interpretuje sytuację w przypadku tego nieszczęsnego "Radosława", co powoduje np. uznanie winnego jadącego prosto z prawego pasa, bez ustalania, z której strony wjechał kierowca zjeżdżający z ronda. Oczywiście sytuacja dotyczy tylko takiegu układu pasów jak tam. Przy typowym układzie można bezkarnie objezdzać wyspę pasem zewnętrznym. Także kierunkowskazów używa się w taki sposób. Bez sygnalizowania wjazdu, ale z sygnalizacją prawym zjazdu z ronda.

Nie jestem w takim myśleniu osamotniony:

"Włączenie jakiegokolwiek kierunkowskazu przed wjechaniem na rondo nie ma sensu. Natomiast włączony prawy kierunkowskaz jest bardzo potrzebny przy opuszczaniu ronda; należy go włączyć (prawy) po minięciu przedostatniego wylotu ( wylotu położonego przed tym, w który zamierzamy wjechać); kierunkowskaz sygnalizuje
wówczas zamiar opuszczenia ronda. Jeżeli jednak podczas przejeżdżania jezdni
wokół wyspy centralnej stosujemy przeplatanie (nie trzymamy się konsekwentnie
jednego pasa ruchu), wówczas kierunkowskazem musimy sygnalizować zamiar zmiany
pasa ruchu". Zgodnie z tym na rodzie nie możemy dosłownie 'skręcić w lewo' ( choć tak się
mówi), bo to kilka skrzyżowań, a wyjazd jest zawsze na prawo."


Zesel J., Kodeks drogowy. Wyciąg dla kierowców, Warszawa 1984”

Jeżeli chodzi o kraje europejskie to jest różnie. Niemcy preferują oznakowanie rond jako wielu skrzyżowań ze skrętem w prawo:

Innych krajów nie znam na tyle dobrze.

Tak naprawdę problem nie leży w tym co rozumiemy jako rondo, ale w tym, że nie ma określonej jednej zasady, co powoduje różne oznakowanie naszych dróg, a kierowca nie powinien się namyślać za każdym razem, co artysta malarz drogowy miał na myśli.

09:39, tiges_wiz
Link Komentarze (1) »
czwartek, 12 lutego 2009
Samochodowy słownik polsko-polski
Ponieważ z zawodu jestem mechanikiem samochodowym, to chcąc nie chcąc stykam się ze środowiskiem "giełdowym". Porozumiewa się ono dość charakterystycznym językiem, który przenika do obiegu, co można zaobserwować na forach o tematyce motoryzacyjnej. Większość z nich ma niemieckie korzenie. Pewnie dlatego, że jest to główny kierunek penetracji naszych giełdowych handlarzy.

Przede wszystkim można się dowiedzieć, że kompresor i sprężarka to dwa różne urządzenia. Prawdopodobnie sprężarka o napędzie mechanicznym została tak "ochrzczona" ze względu na napis Kompressor na samochodach Mercedes-Benz. Podobnie wygląda sprawa ze starszym turbo. Tym razem chodzi oczywiście o turbosprężarkę, która jest połączeniem dwóch maszyn - turbiny, która jest osiowo połączona z kompresorem wirowym. Niektóre źródła podają, że pojęcie sprężarka jest bardziej ogólne niż kompresor i dotyczy też wentylatorów i dmuchaw, a kompresor to jest sprężarka, która ma stosunek sprężania >3, ale w dalszym ciągu można tych pojęć używać wzajemnie. O ile nie przeszkadza mi slang w luźnych rozmowach, to jednak już widziałem w pismach branżowych artykuły o tym czym się różni kompresor od sprężarki. Panowie redaktorzy? Obudźcie się!

Słowem, które naprawdę mi się nie podoba jest felga. Nie wiem czemu ładna i swojska obręcz się nie przyjmuje.

W tej chwili natomiast jest silny trend, na używanie "w". Mamy więc "w dieslu", "w kombi" itp. Czekam więc samochów "w kierownicy (po prawej stronie), czy "w wycieraczkach nowych" i "w ABS-ie".

O takich skrótach jak "klima" czy "szyber", to nie trzeba się rozwodzić, bo ich źródło jest raczej jasne. Pewnie jak ten nowy slang się osłucha, to ludzie wymyślą coś innego. Ich wyobraźnia jest nieograniczona.
11:31, tiges_wiz
Link Komentarze (1) »
środa, 11 lutego 2009
Kto zabił Lorda?
Mądra kampania społeczna nie tylko szokuje, ale przede wszystkim zwraca uwagę na problem. Do tej pory w Polsce była, moim zdaniem, jedna przemyślana kampania. Została ona przeprowadzona przez PZU i miała tytuł "Resztę opowiem jak wrócę".

Ale na świecie nie brakuje pomysłów, czego przykładem może być ten film:



(film znalazł Habudzik)

A więc kto zabił Lorda?
09:22, tiges_wiz
Link Komentarze (1) »
wtorek, 10 lutego 2009
A skąd ten znak?

Stan oznakowania naszych dróg wzbudza wiele kontrowersji. niestety nie jest dobrze, ale dlaczego, to być może wytłumaczy wywiad z panem Jackiem Gacparskim, który rozpatruje projekty oznakowania autostrad i dróg ekspresowych. Tu w całości, ale chciałbym zwrócić uwagę na kilka fragmentów.

Wywiad z Jackiem Gacparskim


„Świadomość, że robi to człowiek zza biurka, nie zawsze mając możliwość sprawdzenia, jak to funkcjonuje w praktyce, powoduje pewien dyskomfort. Dochodzi do błędów, które wynikają m.in. z braku wyobraźni. Nie wszystko zresztą można przewidzieć. Projekty powinno się weryfikować możliwie jak najwcześniej, a na pewno przed zbudowaniem i oddaniem drogi do ruchu. Powinno się pokonać ją kilka razy autem osobowym, ciężarowym, przejść na piechotę w dzień i w nocy, w pogodę i w deszcz.”


Jeżeli ktoś się zastanawiał, dlaczego znak zasłania krzak czy słup, czy dlaczego stoi za wzniesieniem, a nie przed nim, to już wie. Projekt jest tworzony na kartce i zostaje zatwierdzony. Znam przypadki z naszego forum, gdzie pytanie i zasadność oznakowania odpowiadano: bo tak zatwierdzono i już.


 „A wtedy stawiamy ograniczenia. To najprostszy najtańszy i najszybszy sposób rozwiązywania drogowych problemów. Nie poprawiamy widoczności na łuku, nie robimy lewoskrętów na skrzyżowaniach, nie robimy kładki dla pieszych... Za to z upodobaniem wbijamy w ziemię kolejne znaki.


Co niestety widać na naszych drogach. Do tego dochodzi jeszcze zaśmiecanie pasa drogowego reklamami i już jest pełny obraz sytuacji.


„A może limity są za surowe? No właśnie: według jakich kryteriów dobiera się u nas ograniczenia prędkości? Co jest punktem odniesienia?

- Samochód ciężarowy jadący po mokrej nawierzchni.”


Wyobraźmy sobie sytuacje, że codziennie rano rozlega się alarm przeciwpożarowy, tak na wszelki wypadek. Jak długo ludzie będą na niego reagować? Tu sytuacja jest podobna. O ile osobiście staram się przestrzegać ograniczeń, to jednak widzę korelację pomiędzy ilością znaków a znieczuleniem na nie. Nie tłumaczę innych kierowców, a staram się zrozumieć zjawisko.

 

„Dlaczego tak wiele drogowskazów dezorientuje kierowców? Wskazują jakieś pipidówki, a pomijają większe miasta?

-Tak, w tej dziedzinie panuje totalny chaos. Przyczyn jest kilka. Raz, że w 2001 r. dla dróg krajowych stworzono odrębny system oznakowania. Wymyślono, że docelowymi miejscowościami kierunkowymi będą tylko te, które leżą na końcu drogi. Nieważne, że mało kto o nich słyszał. Tak oto na drogowskazy trafiły Grzechotki, Dolna Grupa, Jędrzychowie. Powstał twór niespójny z oznakowaniem dróg innych kategorii. Dwa - względy kompetencyjne. Kiedyś była Generalna Dyrekcja Dróg Publicznych, która była odpowiedzialna za wszystkie drogi publiczne. Teraz Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych jest od dróg krajowych, marszałek od wojewódzkich, starosta od powiatowych - wszystko porozdzielane. A powinien być jeden organ zarządzający ruchem i kierować się prostą zasadą: od ogółu do szczegółu, od największej miejscowości do najmniejszej. Trzy - kwestie ambicjonalne. Wystarczy, by ktoś z lokalnych władz uznał za sprawę honoru, by nazwa jego miasta trafiła na drogowskazy. Bo to nobilituje. Więc naciska, gdzie może.”


To już właściwie nie wymaga wiele komentarza. Bałagan kompetencyjny przyczynia się niestety do chaosu i na razie nie widać poprawy. Mama nadzieję, że to jednak się zmieni.

 

poniedziałek, 09 lutego 2009
Moc, moment obrotowy, moc...

Kolejny dyżurny temat. Popularna prasa motoryzacyjna tak zamgliła te w sumie dość proste pojęcia, że co jakiś czas wybucha na forum Auto-moto dyskusja co jest ważniejsze.

Ale zacznijmy od podstaw:

moc=moment obrotowy*obroty

Dochodzi jeszcze liczba bezwymiarowa, która jest różna w zależności od wybranych jednostek (Nm, kGm, kW, KM, lb ftf), ale ona nie ma wpływy na sam wzór. Wniosek jest jeden. Jeżeli dwa silniki mają takie same obroty, to podniesienie momentu obrotowego, podnosi też moc dokładnie o tyle samo. Czyli 2x większy moment przy danych obrotach, to dwa raz większa moc w tym miejscu. Problem w tym, że silniki mają różny zakres obrotów, a dodatkowo skrzynię biegów. Wielu forumowiczów słusznie uważa, że na jednym biegu przyspieszenie najlepsze będzie tam, gdzie jest maksymalny moment obrotowy, tylko że samochody nie mają jednego biegu. I tu wracamy do mocy.

Weźmy dwa auta. Jeden będzie miał 300 Nm i 1000 obrotów, a drugi 100 Nm i 4000 obrotów. Który będzie miał lepsze przyspieszenie chwilowe? Wydawałoby się, że pierwszy, ale w drugim załóżmy przekładnie 4:1, aby wyrównać obroty. Jaki moment obrotowy będzie za przekładnią? 400 Nm! Rzut okiem na te wartości i od razu widać, że drugi ma większą moc.

4000*100 Nm>1000*300 Nm

Liczy się więc moment obrotowy, ale nie na silniku, ale na kołach. A na kołach będzie on większy, tam gdzie jest maksymalna moc na silniku. Wszystko dzięki przełożeniom.

Niżej jest wykres siły na kołach silnika 1.8T:



Mimo dużego momentu obrotowego przy niskich obrotach i tak zawsze się opłaca zredukować. W przypadku 80 km/h nawet do 2 biegu.

Skąd więc jednak różnice pomiędzy dwoma autami o mocy np. 70 kW?
Po pierwsze masa. Sama wartość mocy niewiele powie, jeżeli nie znamy masy. Warto więc policzyć ile jest mocy na 1 tonę. Po drugie, znowu wracamy do skrzyni biegów. Zazwyczaj ma ona skończoną liczbę przełożeń. W przypadku przekładni CVT, które mają nieskończoną liczbę przełożeń, nie ma dyskusji. Każde auto tej samej mocy i masie będzie przyspieszać tak samo, ale zazwyczaj mamy tych biegów od 4 do 6. Mamy więc zakres obrotów, w którym moc będzie rozwijana w różny sposób. Radzić sobie można zawężając go dodając kolejne biegi, ale czy 10 przełożeń ma sens?

Czy można więc wyrzucić moment obrotowy na śmietnik? Nie!
O ile sama informacja ile on wynosi, niewiele nam powie, to jednak jego wykres w całym zakresie obrotów pozwala dokładnie ocenić właściwości silnika. Przede wszystkim można sobie policzyć moc. Może też ocenić czy silnik jest elastyczny (nie mylić z dynamiką na 5 biegu od 80-120 km/h). Sam lubię płaską charakterystykę, kiedy moment obrotowy rozwijany jest od 1500 do 5000 obr i więcej. Pozwala to jeździć spokojnie na 5 biegu i nawet przyspieszać bez większych problemów, ale zawsze mogę zredukować i obudzić moc.

ps. jeżeli ktoś chce liczyć siłę na kołach znając przełożenia skrzyni biegów, niech nie zapomni o przekładni głównej. Wtedy dopiero znamy przełożenie całkowite.

pss. wykres wyżej może posłużyć jako podstawa wyznaczenia siły na kołach przy zastosowaniu przekładni CVT. Wystarczy przeprowadzić krzywą przez punkty mocy maksymalnej. Wszystko poniżej jej to straty.

Jeżeli jedmal to cię nie przekonuje, to zobacz część drugą artykułu. Tam przedstawiłem jak to wygląda od strony matematycznej i fizycznej.

Tagi: fizyka
09:49, tiges_wiz , Technika
Link Komentarze (5) »
niedziela, 08 lutego 2009
Jazda w kółko
Ronda (przepraszam, skrzyżowania o ruchu okrężnym) to temat bumerang na forum Bezpieczeństwo na drodze. Problemów jest kilka. Raz rondo (oznakowane znakiem) jest traktowane jako ciąg skrzyżowań w prawo, a raz znakolodzy malują strzałki w lewo. Przykładem kompletnego pomieszania jest na przykład skrzyżowanie AK Radosława w Warszawie, gdzie oznakowanie poziome i pionowe zupełnie nie zgadza się z przebiegiem pasów.

Rondo AK Radosława - stary układ

Rondo AK Radosława - nowy układ
Zwraca uwagę sugestia, że z prawego pasa można pojechać prosto, mimo że trzeba ustąpić pierwszeństwa pojazdom skręcającym w prawo w lewego pasa.


Problemem są także ronda "kwadratowe", w których wyjazd jest na wprost. Mimo, że przy zjeździe z ronda powinno się sygnalizować wyjazd prawym kierunkowskazem, to tu kierowcy tego nie robią (i w sumie trudno się dziwić). Do tego dochodzą mikroronda z niewielką wyspą centralną i skrzyżowania, które przebiegają "w kółko", ale są oznakowane tylko nakazem skrętu w prawo.

Rondo Dmowskiego - 'kwadratowe'

Niestety póki w Prawie o Ruchu Drogowym nie będzie odpowiednich zmian, które wyjaśnią wątpliwości, to dalej nie będzie zgody jak się prawidłowo po rondzie poruszać.


sobota, 07 lutego 2009
Hamowanie na 12 metrach
Obiecałem, że coś o tym napiszę, a że jest dziś spokojna sobota, to akurat mam ochotę na taki edukacyjny wpis.

Teoretycznie wyszło, że droga hamowania nie zależy od masy (przynajmniej do momentu, gdy radzimy sobie z ciepłem) i opóźnienie nie może być większe niż 1g.

Ze wzoru: S=(vk2-vp2)/2a możemy wyliczyć więc drogę (100 km/h=27,(7) m/s). Wychodzi ok 39 m. Nie możemy zmienić masy, ale można poprawić współczynnik tarcia. Specjalny asfalt i opony mogą dać 1.2G (kosztem szybkiego zużycia gum). Teraz wynik to 32 m. W samochodach osobowych można wykorzystać jeszcze jeden efekt wynikający w różnicy ciśnień nad i pod autem. Obniżając pojazd wykorzystujemy siłę wynikającą z prawa Bernoulliego.

Siła nośna

Siłę nośną (a właściwie dociskającą) wykorzystuje się też w spojlerach. Odwracając profil, takie skrzydło będzie dociskać, a nie unosić pojazd.

Są ciekawe właściwości takiego skrzydła. Pojazd będzie lepiej hamował im szybciej będzie jechał. Widać to w Formule 1, gdzie największe przeciążenia występują przy dużych prędkościach (do 5G). To właśnie spojlery są odpowiedzialne za takie kosmiczne wyniki hamowania. Ale nie ma nic za darmo. Im większy generują docisk, wym większy stawiają opór aerodynamiczny. Jest także prędkość graniczna, która pozwoli takiemu pojazdowi jechać po suficie tunelu do góry kołami. Siła dociskająca musi być większa niż 1G i wtedy można korek ominąć górą (nie próbujcie tego w domu! ;) ).


piątek, 06 lutego 2009
Znakologia stosowana
Było sobie skrzyżowanie... od jedna droga z trzema pasami ruchu dochodziła do drugiej podobnej. Dalej już prawie nic nie było.

o tu: Link!

Ponieważ większość kierowców jechało tam w prawo lub w lewo (prosto, znaczy na wschód, był tylko dojazd do osiedla), to można było w lewo skręcać z dwóch pasów. Znaczy z zachodu na północ. I to było dobre.

Jednak ktoś uznał, że jednak nie...
Przez dwa miesiące przeorganizowano ruch conajmniej 4 razy. Zmieniano fazę w lewo na kolizyjną oraz bezkolizyjną (z różnych kierunków), usunięto możliwość skręcania w lewo z pasa środkowego, usuwano i montowano ponownie zieloną strzałkę.

Co osiągnięto? Spory korek na lewym pasie, który jest omijany przez kierowców autobusów i co "sprytniejsze" osobówki środkiem. Pojawiła się znowu mentalność kolejki (kierowcy skręcają tylko na jeden pas, a nie ustawiają się wachlarzem na trzy) oraz agresja w stronę omijaczy. W dodatku liczne zmiany spowodowały, że kierowcy tracili orientacje i pewnie znowu obniżyło się ich i tak wątłe zaufanie dla znakologów. Trudno się dziwić. Skoro zmiany były robione na chybił-trafił.
 
1 , 2