Kategorie: Wszystkie | Absurdy drogowe | MejsonTV | Technika
RSS
poniedziałek, 30 marca 2009
Dlaczego Polska nie ma dróg?

Tytuł dzosiejszego wpisu jest tytułem wywiadu z Jackiem Gacparskim. Już raz prezentowałem z nim wywiad, gdzie pan Gacparski przedstawił kulisy stawiania w Polsce znaków drogowych. Tym razem wywiad dotyczy samych dróg.

Moim zdaniem warto zwrócić uwagę na kilka poruszonych spraw:

"Inna sprawa, że przy braku bezkolizyjnych skrzyżowań jest u nas tych czerwonych świateł bez liku. W mieście co kilkaset metrów. Ponoć niektóre mają z premedytacja spowalniać ruch.

- Owszem, gdy np. kierowca przekracza dopuszczalną prędkość. Nie ukrywam, jestem temu przeciwny. Podobnie zresztą sygnalizacji all-red obecnej np. na "siódemce" czy "dwójce" przy wlotach do miast. To dopiero kuriozum! My, czyli Generalna Dyrekcja, zabroniliśmy stosowania all-red na swoich drogach. Bo proszę sobie wyobrazić - tylko dlatego, że dojeżdża pan do takiego skrzyżowania, włącza się światło czerwone. Tak na wszelki wypadek. Nawet gdy nikogo nie ma w pobliżu - ani innego auta, ani przechodnia - musi się pan zatrzymać. Taka sytuacja jest niezrozumiała dla kierowców. A jak ktoś nie rozumie, to nie respektuje. I jedni stoją na czerwonym, a inni jadą. Raz musiałem uciekać do rowu przed ciężarówką - jej kierowca postanowił zignorować czerwone światło, które mnie zatrzymało. Miejscowi wiedzą, że to pic na wodę i jeżdżą, nie oglądając się na światła."

Takie działanie jest typowym przykładem działania na szkodę oznakowania. Tak jak znaki drogowe z ograniczeniami dostosowanymi dla ciężarówek na mokrej nawierzchni, tak takie światła znieczulaja kierowców, którzy w końcu popełnią błąd uznając, że czerwone znowu jest na wyrost. Takie światła były na drodze krajowej numer 8. Sprawdzę czy jeszcze są.


"Ale u nas wiele rzeczy wychodzi na odwrót. Weźmy to, co się działo na skrzyżowaniach, w których próbowano usprawnić system sterowania ruchem.

- To między innymi przez lewoskręty. W myśl zapisów z tzw. czerwonej książki określającej warunki zarządzania ruchem, jeśli na skrzyżowaniu ponad 20 procent pojazdów skręca w lewo, to trzeba wydzielić dla nich osobny pas i fazę, aby mogły go opuścić bezkolizyjnie. Co to oznacza? Że przepustowość takich skrzyżowań dla jadących na wprost spada o 30-40 procent."

Od razu przypomina mi się sprawa skrzyżowania, na którym były dwa pasy do skrętu w lewo (ponieważ do przodu jeździ mało aut), na którym w ciągu miesiąca cztery razy zmieniono fazy świateł. Zlikwidowano też możliwość skrętu w lewo z pasa środkowego (na jezdnie tójpasmową). Efekt jest taki, że kolejka jest dłuższa, a część kierowców uznaje, że oznakowanie poprzednie było lepsze i skręca w lewo z pasa środkowego. Stworzyło się kolejne miejsce, gdzie kierowcy przestali ufać znakom, a to jest bardzo niedobry objaw, bo nie poprawi bezpieczeństa na drogach.

19:33, tiges_wiz
Link Komentarze (2) »
sobota, 28 marca 2009
Miejsce parkingowe dla nikogo

Emes-nju znalazł całkiem niezłej urody absurd drogowy, który wygląda tak:

Trzeba przyznać, że malarze linii się postarali. Może ktoś ma pomysł jak tam zgodnie z przepisami wjechać?

piątek, 27 marca 2009
Złodzieje czasu 2 - naprawiamy przód

Ponieważ Mejson wrzucił kolejny film, który nawiązuje do wczorajszego wpisu, więc go zaprezentuje. Tym razem przykład na drogowe buractwo. Trudno taką jazdę nazwać inaczej.

 

 

czwartek, 26 marca 2009
Złodzieje czasu, czyli gdzie naprawić sobie lewy bok

Sponsorem dzisiejszego wpisu jest Mejson. Tym razem zaprezentował film, w którym widać kierowców nie tylko łamiących przepisy (z tego co pamiętam, taka jazda kosztuje 250 zł oraz 5 punktów karnych), ale także nadużywających cierpliwości tych co jadą poprawnie. Przy okazji jest to całkiem dobra miejscówka, aby naprawić sobie lewy bok na koszt innego kierowcy. Z prawego pasa można jechać prosto.

 

 

wtorek, 24 marca 2009
Wypadki 2008 - raport

Jest dostępny pierwszy pobieżny raport na temat wypadków w roku 2008:

W ubiegłym roku miało miejsce 49 054 wypadków drogowych, w których 5 437 osób zginęło, a 62 097 zostało rannych. Policji zgłoszono 381 520 kolizji drogowych.W porównaniu do roku 2007 nastąpił:
- spadek wypadków o 482, tj. o – 1%,
- spadek liczby zabitych o 146 osób, tj. o – 2,6%,
- spadek liczby rannych o 1 127 osób, tj. o – 1,8%,
- spadek zgłoszonych kolizji o 5 414, tj. o – 1,4%.
Czyli jest trochę lepiej. Tak naprawde od 1997 roku mamy wyraźny spadek i w 2007 roku ta tendencja została zatrzymana, a 2008 rok też jej nie potwiedza. Niżej pokazałem to na wykresie. Czarna linia oznacza zaplanowany trend, który został zahamowany:
wypadkizabici
Moim zdaniem oznacza to, że obecne działania są nieskuteczne. Skupienie się policji na nadmiernej prędkości nie jest efektywne, ale niestety nie widać, aby coś się w tej dziedzinie zmieniło. Niestety nawet nieustąpienie pierszeństwa pieszym jest wkładane do wora z prędkością, co wydać na podstawie relacji z tego wypadku. Czy ktoś w Policji jeszcze myśli? Sam jestem zdania, że zmiejszenie liczby zabitych to efekt coraz większego tłoku na drogach. Dzięki temu wiecej zdarzeń jest mniej groźnymi stłuczkami, bo liczba wypadków przestała spadać od 2001 roku. W przyszłym roku moim zdaniem będzie podobnie.
Co zaś się dotyczy efektywności zaostrzonych kar dla pijanych kierowców:
"W 2008 roku, nietrzeźwi użytkownicy dróg uczestniczyli w 6 373 wypadkach drogowych, z czego w 4 979 wypadkach byli zarazem ich sprawcami. W zdarzeniach tych zginęły 603 osoby, a 6 319 osób zostało rannych.

Najliczniejszą grupę nietrzeźwych sprawców wypadków stanowili kierujący pojazdami. Spowodowali oni 3529 wypadków, co w odniesieniu do ogólnej liczby wypadków spowodowanych przez kierujących pojazdami, stanowi 9,2%. W wypadkach tych  427 osób zginęło (11,6%), a 4 976 osób zostało rannych (9,6%).

W 2008 roku, w porównaniu z rokiem 2007 nastąpił wzrost o 9 266 liczby ujawnionych kierujących pojazdami pod wpływem alkoholu (w stanie po użyciu oraz w stanie nietrzeźwości) tj. o 5,8%."

Komentarz będzie krótki - porażka całkowita.

 

niedziela, 22 marca 2009
Pijani i prawo jazdy.

Polski wymiar sprawiedliwości odniósł kolejny sukces. Jak podaje PAP:

"Na 10 lat więzienia i dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych skazał w piątek wrocławski sąd 22-letniego Patryka U., który prowadząc po pijanemu samochód potrącił śmiertelnie pieszego, a dwóch innych ranił."

I niby wszystko jest dobrze, po za tym, że mamy wypadek śmiertelny oraz gościa, który kilka lat spędzi za kratkami, a przecież:

"Sędzia Piotr Siemkowicz uzasadniając wyrok podkreślił, że zachowanie oskarżonego jest tym bardziej naganne, że wcześniej już dwukrotnie był zatrzymywany za jazdę pod wpływem alkoholu. Miał 5- letni zakaz prowadzenia samochodów, a mimo to nadal jeździł po spożyciu alkoholu."

To jest w tym kraju dość typowe. Zatrzymuje się kierowców, z cofniętymi uprawnieniami, którzy znowu jadą pod wpływem alkoholu i co? I nic. Dopiero jak są ofiary, to sąd wkracza z całą surowością. Wcześniej jakoś nie ma możliwości, aby taki kierowca został choć symbolicznie ukarany (kilka tygodni aresztu?). Być może taka symboliczna kara zadziałała by otrzeźwiająco, bo na razie pijani kierowcy są w sumie bezkarni. Nawet wyroki w zawieszeniu nie robią na nich wrażenia.

czwartek, 19 marca 2009
Tolerancja 1 km/h, (p)osły dumają

Na portalu gazeta.pl ukazał się artykuł, w którym senatorowie wymyślili sobie, że trzeba karać już nawet po przekroczeniu prędkości o 1 km/h.

"Senator Marek Trzciński z Komisji Gospodarki Narodowej przekonuje, że nie można karać dopiero po przekroczeniu dozwolonej prędkości o 10 km, jak to proponował Sejm. - To tak, jakbyśmy podnieśli dopuszczalną prędkość o te 10 km na godz. - tłumaczy."

Nigdy nie miałem wysokiego mniemiania i wiedzy tych panów, ale dla mnie jest to już kompromitacja. Czy ci panowie wiedzą, że liczniki nie są dokładne i mają tolerancję? Czy wiedzą, że do danego modelu producent może rekomendować kilka rozmiarów opon? Często obok 185/65 R14 podaje się 195/65 R14, bo 195/60 R14 nie jest popularnym rozmiarem? Te wszystkie różnice dają tolerację większą niż 1 km/h.

Mam nadzieję, że Sejm odrzuci poprawki swoich mniej rozgarniętych kolegów.

środa, 18 marca 2009
Jazda na zderzaku

Nie trzeba przekonywać pewnie większości, że taka jazda jest nie tylko niebezpieczna (nawet jak ktoś ma refleks sprintera, to i tak dochodzi zjawisko cofającej się fali), ale także budząca agresję u innych użytkowników dróg. Jednak dość duża powszechność takiego stylu jazdy, aż się prosi i jakąś głębszą analizę. Mnie przede wszystkim ciekawi na co liczy taki kierowca?

OK. Wiem, że zdarzają się notoryczni lewopasmowcy i czasem i ten z tyłu straci cierpliwość. Jednak większość przypadków z jakimi się spotkałem, była w sytuacjach dość klarownych (korek, wyprzedzanie ciężarówek, zjazd za chwilę w lewo itp). Dlaczego kierowca naraża życie i zdrowie swoje oraz innych, jak i tak nie ma gdzie jechać? W końcu korek nie rozładuje się jak za użyciem czarodziejskiej różdżki.

W krajach ościennych taka jazda jest tępiona, a u nas jakby nie było problemu. Podobnie jak nie ma problemu źle ustawionych świateł.

ps. życie pisze dziwne scenariusze. Od kilka wpisów na blogu pisze o agresywnej jezdzie. Ten wypadek miał miejsce 150 metrów od tablicy Uwaga! Forotadar, na odcinku gdzie obowiązuje 80 km/h. Moje spostrzeżenia dotyczyły właśnie tego fragmentu drogi. Po skutach mam wrażenie, że jechał o wiele szybciej i manewr zrobił nagle. Wykrakałem. Sama szybka jazda nie jest zła, ale kierowca musi być spokojny i skupiony.

wtorek, 17 marca 2009
Agresja na drodze

Jakiś czas temu pisałem o leniwej niedzieli. Zdarzają się jednak takie dni, gdzie jest sytuacja odwrotna. Wydaje się, że bez powodu kierowcy jeżdżą bardzo agresywnie i trąbią na siebie. Ot taka sytuacja z dziś. Dwie panie wymyśliły sobie, że ominą korek i pasem do jazdy prosto wjechały w lewo i sie zatrzymały. Ponieważ na drodze poprzecznej kierowcy ruszyli bardziej dynamicznie (a raczej panie ruszały bardzo leniwie), to kierowczynie zostały na środku skrzyżowania, budząc złość pana w passacie chcącego skręcić w lewo. Pan ten następnie stwierdził, że stracony czas nadrobi jadąc szybko slalomem pomiędzy autami, tyle że zaraz były światła czerwone. Po zapaleniu się zielonego inni kierowcy stwierdzili, że pan w passacie przegina i zaczęli mu utrudniać slalom. Ot, spokojny wtorek.

Co było dalej - nie wiem, bo skręciłem w prawo. Natomiast już na sam koniec czekając na przejściu dla pieszych, zobaczyłem taką sytuację: na drodze poprzecznej auto zawracało, natomiast na przeciwko niego jechał lewym pasem kierowca. Sam, cztery pasy miał wolne. Pan zawracający nie wiem, czy źle ocenił prędkość tego auta, czy liczył na to, że kierowca jadący prosto zmieni pas, ale wyjechał. Pan jadący prosto uznał to za ujmę na honorze i trąbiąc przez 50 metrów i dojeżdżając do zderzaka wyraził swoje niezadowolenie. Jego pas był tylko dla niego i tyle, a że inne wolne, o dawno można było zjechać bardziej na prawo, aby ułatwić manewr innym?

Zacząłem się zastanawiać, czy to nie miało czegoś wspólnego z poprzednią sytuacją.

 

poniedziałek, 16 marca 2009
Dawcy nerek

Motocykliści, to obok rowerzystów druga najbardziej znienawidzona grupa przez kierowców wielośladów. Odpowiadają za wszelkie zło, pojawiają się nagle i powodują wypadki. Przynajmniej mam takie wrażenie, jak czytam posty na moderowanych forach.

Jednak statystyki zdają się mówić coś innego. Pojazd sprawcy:

Samochód osobowy -  29445 wypadków

Rower - 2299 wypadków

Motocykl - 953 wypadków

Motorower - 815 wypadków

Śmierć poniosło 215 motocyklistów. Dla porównania w samochodach osobowych zginęło 2500 osób, a na drogach zabito 1951 pieszych. Nie znalazłem ile wypadków z udziałem motocyklistów było ogółem, ale widać, że nie stanowią oni jakiegoś zagrożenia dla innych, a głównie dla siebie. Skąd więc takie negatywne głosy? Czyżby zazdrość, że ktoś nie musi stać w korkach i bez problemu będzie lepiej przyspieszał od wielu aut?

piątek, 13 marca 2009
Kierowco płać!

Jak podaje Gazeta Prawna:

"Coraz bardziej prawdopodobne jest też, że akcyzę płaconą przy pierwszej rejestracji aut w Polsce zastąpi podatek, którego wysokość będzie zależała od emisji szkodliwych substancji zawartych w spalinach. Wstępne propozycje zakładają również wprowadzenie rocznej opłaty ekologicznej, pobieranej podczas przeglądu technicznego."

Jeżeli, ktoś się zastanawiał, skąd ostatnio tyle akcji "proekologicznych", w których samochody były głównym złem, to właściwie już wiadomo. Dla mnie działania na rzecz ekologii, to obniżki przy zakupie nowego auta jak się zezłomowało stare, być może także ograniczenie wjazdu auto starszych do centrów miast, ale to jest po prostu kolejnych haracz. Czy dzięki temu właściciele starych aut zaczną kupować nowe? Czy jeżdzą starymi dlatego, że lubią, czy ich po prostu na nowe nie stać? Ten haracz jest o tyle sprytny, że każda próba przeciwstawienia się będzie trudna. No bo jak można się buntować przeciwko działaniom w imię ekologii?

czwartek, 12 marca 2009
Cofająca się fala

Jest to miejsce, w którym dochodzi do wielu wypadków. Powstaje głównie przez niefrasobliwość kierowców, którzy nie utrzymują odpowiednich odstępów.

Na początek warto odwiedzić tą stronę:

hamowanie - fala

Można tu ustawić prędkość oraz odstępy. Kiedy pierwszy samochód wciśnie hamulce (zrobi się czerwony), należy wcisnąć przycisk myszki i obserwować co się dzieje.

Na kolejnej stronie, jest bardziej złożona symulacja. Tu można zobaczyć jak na korki i zjawisko cofającej się fali działają różne sytuacje drogowe takie jak wjazd z drogi podporządkowanej, światła itp.

symulacja ruchy drogowego

Dobrze to wytłumaczył Nazimno w wątku na forum Bezpieczeństwo na drodze:

"1. Załóżmy, ze samochody jada z v = 30 m/s ~ 110 km/h

2. Załóżmy, ze odstępy pomiędzy nimi równe są 20 metrów (to i tak wiele jak na Polskie zwyczaje).

3. Załóżmy, ze wszyscy maja czas reakcji 0.5 s ( b. dobry jak u pilota)

4. Załóżmy t=0, gdy pierwszy pojazd zapala swoje "stopy".

Po 0.5 s drugi zapala "stopy", po 1 s trzeci ... i tak dalej. To oznacza, ze zjawisko zapalających się "stopów"
skacze co 0.5 s o odstęp (20 metrów, punkt 2. ), czyli z prędkością 40 m/s. Ponieważ w punkcie (1.) założyliśmy jazdę z prędkością 30 m/s, to oznacza, ze "akcja hamowania" przemieszcza się w kierunku przeciwnym do kierunku jazdy
z prędkością względna 10 m/s czyli 36 km/h. I to jest ta cofająca się fala hamowań.

W tym przykładzie chodziło o wyjaśnienie zjawiska.

W rzeczywistości na autostradzie odbyć się to może niesamowicie szybko, ponieważ odstępy nie są równomierne a i ludzie jada wg widzimisie. I mamy traaaaaaaaacccccccccchhhhhhhh!!!"

wtorek, 10 marca 2009
Jazda na ogonie

 

 

Film przedstawia kierowcę Octavii jadącego blisko za ciężarówką. Taka jazda jest niebezpieczna z kilku powodów. Po pierwsze kierowca kompletnie nie widzi co się dzieje dalej. Zdaje się tylko na światła stop pojazdu poprzedzającego, a efekt jest pogarszany przez wodę, która jest wyrzucana spod kół ciężarówki. Po drugie nie jest w stanie efektywnie wyprzedzić (choć na filmie nie było do tego okazji). Traci więc czas na wysuwanie się oraz ocenę sytuacji, którą mogł znać o wiele wcześniej. Nie jest to więc ani bezpieczne, ani ekonomiczne.

poniedziałek, 09 marca 2009
Nauczyciele drogowi

Inspiracją dzisiejszego wpisu jest program Uwaga! Pirat! Dla mnie jest on dość kontrowersyjny i zazwyczaj odcinki są dość nudne ("Przekroczył pan prędkość o 20 km/h, dokąd pan się spieszy? A punkty pan posiada?" - dość typowa policyjna gadka, czekam z niecierpliwością, kiedy policjanci zorientują się, że punktów się nie posiada, a po prostu ma), ale ostatni odcinek obfitował w większą liczbę prawdziwych piratów.

Jeden z nich był typowym nauczycielem drogowym. Kierowca ciężarówki uznał, że samochód jadący drogą główną (w tym wypadku po rondzie) jedzie za szybko, więc wymusił pierwszeństwo, powodując ostre hamowanie do zatrzymania tego samochodu. Pech (a może szczęście) w tym, że trafiło na policyjny radiowóz z wideorejestratorem. Wykazał on, że ta nadmierna prędkość wynosiła 45-51 km/h. Cała przygoda skończyła się mandatem karnym w wysokości 500 zł oraz 6 punktami karnymi. Taka bezmyślność kierującego ciężarówką nawet nie wymaga komentarza.

Podobnie sprawa wygląda z kasowaniem luki w czasie wyprzedzania. Często się zdarza, że kierowcy wystawiają na czołówkę pojazd, który zaczął wyprzedzać. Być może popełnił błąd w ocenie, być może być po prostu chamem drogowym, ale to nie jest powód, aby przyczyniać się do wypadku.

Co do odcinka programu, to zapłacił mandat kierowca, który nie upewnił się czy nie jest wyprzedzany (zajechał drogę). Najbardziej zdzwiwiony był jednak pan wyprzedzający przed przejściem dla pieszych i na zakazie wyprzedzania. Został zarejestrowany tylną kamerą. Nie pamiętał zdarzenia, ale krótki seans filmowy przywrócił mu pamięć. Może to znak, że policja przestanie zajmować się tylko prędkością.

09:55, tiges_wiz
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 marca 2009
Policyjne pościgi

Wysokich obrotach pojawił się artykuł dotyczący policyjnych pościgów. W nim policja w osobie podinspektora Krzysztofa Burdaka żali się, że "Jak policjant pracujący z samochodzie z wideoredarem ma zarejestrować przekroczenie prędkości jeśli sam jechałby zgodnie z przepisami? To jest wyższa konieczność. Na całym świecie policja działa w ten sam sposób. Dlatego planowana jest zmiana zapisu w polskich przepisach."

Otóż ja panu przypomnę, że nawet nieoznakowane pojazdy mają na wyposażeniu odpowiednie sygnały świetlne i dźwiękowe, które po uruchomieniu zamieniają radiowóz w pojazd uprzywilejowany, a ten nie musi się stosować do przepisów ruchu drogowego.

O tym że takie działanie jest możliwe świadczy post hugowa:

"nie nalezy niczego zmieniac - obecne prawo jest wystarczajace. Jak namierzyla mnie Vectra - to jechala za mna prawidlowo, ja jechalem 140, policja w nieoznakowanej Vectrze 90, na Video bylo widac jak sie oddalam i z jaka predkoscia, potem jak juz bylem 300m przed Vectra odpalone zostaly niebieskie swiatla i wtedy zostalem dogoniony zgodnie z polskim prawem i ukarany stosownym mandatem."

Do zmierzenia prędkości wystarcz odcinek 100 metrów. Inne wykroczenia też mogą być rejestrowane w czasie jazdy przepisowej. Warto o tym pamiętać, bo już policjanci przegrywają sprawy w sądach.

piątek, 06 marca 2009
Mapa śmierci

Na stronach EuroRAP opublikowano dwie pierwsze mapy ryzyka na naszych drogach. Pierwsza to mapa ryzyka indywidualnego ("Ryzyko to dotyczy każdego indywidualnego użytkownika dróg i mierzone jest częstością wypadków z ofiarami śmiertelnymi i ciężko rannymi na każdym odcinku drogi w stosunku do liczby pojazdów"), a druga to mapa ryzyka społecznego ("ryzyko to dotyczy całego społeczeństwa oraz grupy użytkowników dróg i mierzone jest gęstością wypadków z ofiarami śmiertelnymi i ciężko rannymi do długości odcinka drogi w ciągu 3 lat objętych analizą").

Wynikło z tego kilka wniosków:

- najniebezpieczniejsze są drogi międzynarodowe szczególnie blisko dużych aglomeracji

- najbezpieczniejsze są autostrady

Co się więc  robi w celu poprawy bezpieczeństwa? Na autostradach mamy wysokie stawki za przejazdy, a na drogach międzynarodowych stawia się coraz więcej szykan i ograniczeń. A to powoduje, że ciężarówki zaczynają się przemieszczać drogami o jeszcze niższych standardach. Efekt jest taki jak pisałem wcześniej: jest mniej wypadków na drogach krajowych, ale ogólna ich liczba w 2007 wzrosła. W 2008 też nie widać wyraźnej poprawy w stosunku od roku 2006. GDDKIA wypycha więc problem na drogi gminne.

środa, 04 marca 2009
Autostradowy bałagan

Nie mam zbyt wysokiego mniemania o organizatorach (bez)ruchu z GDDKIA i ciągle przekonują mnie, że mam racje. Tym razem sprawa dotyczy oznakowania wyjazdów z autostrad:

"Jadąc A2 koło Łodzi, mijamy węzeł "Piątek", chociaż wieś Piątek leży 20 km od autostrady, a tylko 4 km są stąd do Zgierza. Mało tego, w odległości kilkunastu kilometrów będzie kolejny węzeł Piątek, tyle że na autostradzie A1.

Radziszewski: - Ale największa pomyłka w Polsce to oznakowanie przyszłej autostrady A1 koło Łodzi. Nie będzie w ogóle węzła Łódź, ale węzeł Wrocław! Bo tam się włączy przyszła droga ekspresowa S8 na Wrocław. Ale z tego miejsca do Wrocławia będzie 220 km!

Na tablicach z nazwami węzłów A2 nie będzie nawet Warszawy, tylko Konotopa, Aleje Jerozolimskie, Opacz, Przyczółkowa, Wał Miedzeszyński. (Raz od nazwy ulicy, raz od dzielnicy).

Jeszcze inna zasada obowiązuje w Krakowie - od innych miast: Węzeł Tyniecki, Węzeł Mirowski. Samego Krakowa brak!

Radziszewski: - Pytałem drogowców, dlaczego na autostradach są dwa Piątki, a nie ma Krakowa czy Poznania? Albo jest Wrocław, ale pod Łodzią? Nie odpowiedzieli."

Na zarzuty odpowiadał Jerzy Kozicki:

"Rzeczywiście, mamy masę protestów co do nazw węzłów. Wszyscy chcą, żeby nazwy promowały miasta. Przyjęliśmy kiedyś wewnętrzny system nazewnictwa węzłów. Ale okazuje się, że sami się go nie trzymamy.

Sam pan widzi, że trzeba coś z tym zrobić.

- Zrobimy. Odgórnie, raz na zawsze. W końcu to my zarządzamy autostradami.

Kiedy?

- No... Jak już będzie więcej autostrad."

To nie jedyna nieścisłość. Nawet na drogach ekspresowych pojawia się na zjazdach  znak:

autobahnkreuz

czyli popularny autobahnkreuz (skrzyżowanie autostrad). W Niemczech oznaczane są w ten sposób największe węzły. U nas na drodze S8 i autostradzie A4 w okolicach Wrocławia pojawia się na każdym zjeździe, nawet jak to jest jakaś mała droga do Gęślej Górki. Być może to już na przyszłość, kiedy co kilkanaście kilometrów będziemy mieli kolejną autostradę. No ale jak widać po wywiadzie, po tych panach można się wszystkiego spodziewać. Calość wywiadu tutaj - link.

wtorek, 03 marca 2009
Drogi na Warmii

Witam po urlopie! Odpocząłem i mocno zdziwiłem się oglądalnością mojego bloga. W ten tydzien moje pisanie awansowało na najczęściej odwiedzany blog motoryzacyjny. Dziękuję wszystkim.

Zwiedziłem północne rubieże naszego kraju. Widziałem też Żuławy i zauważyłem tam małą ciekawostkę. Jakość dróg nijak się ma do ich kategorii. Droga wojewódzka może być kompletnie dziurawa i nieprzejezdna, a jakaś podrzędna ścieżyna okazuje się wygodnym, szerokim i równym duktem. Warto więc tam zjechać z głównyh dróg i popodziwiać okoliczności przyrody.

Droga wojewódzka numer 505 - obraz nędzy i rozpaczy:

droga nr 505

Widok na drogę krajową numer 22. Jest to ciekawe miejsce, bo znajduje się tutaj kawałek poniemieckiej "berlinki":

dk22

A takie widoki, tylko po zjechaniu z głównych i tych mniej głównych dróg:

zachod slonca