Kategorie: Wszystkie | Absurdy drogowe | MejsonTV | Technika
RSS
poniedziałek, 24 sierpnia 2009
Nowe pomysły na bezpieczeństwo ruchu

Dawno nie jeździłem drogą krajową numer 5. Zazwyczaj korzystałem z ósemki. Wydawało mi się, że po tym jak wygląda "bezpieczna ósemka" nic mnie nie zaskoczy, póki nie zobaczyłem tego:

slupki

Tak to są pionowe słupki na drodze, gdzie obowiązuje prędkość 90 km/h (albo 100 km/h, bo to już chyba droga dwujezdniowa?). Część już była skoszona. Zastanawiam się jak można było wpaść na coś takiego i argumentować, że to dla bezpieczeństwa. Nie chronią one przez przejazdem na drugą stronę (o czym świadczą te skoszone), a stanowią pulapkę. Czy ktoś wie jak wygląda test zderzeniowy z taką konstrukcją?

Kolejny wynalazek to podwójny próg zwalnijący:

próg

Motocyliści jadą śródkiem, autobusy nawet nie zwalniają, ale jak ktoś ma dość niskie i szerokie auto, to niech nie próbuje go przejeżdżać po swoim pasie. Widać tym razem drogowcy postanowili oszczędzić na asfalcie.

sobota, 22 sierpnia 2009
Bezkarność rodzi cwaniactwo

Ponieważ policja praktycznie ściga praktycznie przekroczenie prędkości, to inne wykroczenia uchodzą płazem. Dlatego widać tyle samochodów ze źle ustawionymi światłami oraz cwaniaków jak na poniższym filmie.

piątek, 14 sierpnia 2009
Pijani rowerzyści i policja

Pijani rowerzyści są łatwym celem dla policji, a sądy zaczynają wymierzać już kary bezwglęgnego więzienia, co rzadko się nawet praktykuje w przypadku kierowców.

http://wyborcza.pl/1,75478,3123637.html

Według tego artykułu okazuje się, że w więzieniach jest nawet więcej rowerzystów niż kierowców:

http://www.dziennik.krakow.pl/Artykul.100+M5397a8bbe98.0.html

Na forum Automobil, bassooner opowiada swoje mrożące krew w żyłach spotkanie ze stróżami prawa.

"Było to dwa miechy temu nazad. Wracałem sobie z pracy rowerkiem - to znaczy z pracy to ja wracam pociągiem, ale po przyjeździe w połowie drogi z dworca, do mojego domu mieszka moja mama, u której zostawiam rower - więc biorę go, wsiadam i jadę.

Była północ, a ja wypiłem sobie browarka jeszcze w Poznaniu, około 22.00. Jadę. Ulice i chodniki puste, a ja jechałem chodnikiem, bo zawsze jeżdżę  chodnikiem. Więc jadę, przejeżdżam przez pasy aby dalej jechać chodnikiem i widzę kątem oka, z daleka jadący samochód. Jakieś 300 - 400 metrów. ale nic, jadę i myślę sobie, że coś wolno jechał - typowa prędkość patrolującego radiowozu. Jak pojechałem za winkiel, to słyszę, że przyśpieszył. Myślę sobie - suki jak nic, trzeba zwiewać. no to zwiewam. Trochę prosto, od razu w lewy zakręt, i jeszcze raz w lewy. Okolica domków jednorodzinnych, spokojna i uśpiona. Ale oni z piskiem za mną, na całego. No i mnie dorwali. Oczywiście nie wyglądało jakbym uciekał, bo stanąłem od razu po zauważeniu "kogutów" i usłyszeniu, tego charakterystycznego dźwięku włączonej, i wyłączonej syreny. Młody gościu jak wyskoczył z tej całej Kia cee'd to od razu chciał mnie chyba zabić, bo już się za kaburę łapał. i a to: a dlaczego pan tak szybko jechał?!! a dlaczego chodnikiem?!! a dlaczego bez świateł?!!

Ja, że zawszę tak jeżdżę i koniec. No nic no to dmuchamy - mówi pan policjant. Wysiadła pani policjantka i dawaj mi alkomat. Dmucham - to akurat potrafię no i wynik 0,13. Mówię do nich:
"- łe no to spoko - w normie.
A on: "nie, nie - na alkomacie x2."

No i rozmowa od razu się inaczej zaczęła. "poprosimy na tylne siedzenie", "czy ma pan prawo jazdy - bo oczywiście pan je traci" itd...

Ja na to "czy mogę zadzwonić do domu, bo widzę że sprawa rozwojowa i żonę trzeba
zawiadomić"

Oni, że "nie, nie" ale za chwilę "niech pan zadzwoni do domu, żeby ktoś po pojazd (rower) przyszedł"
Ja na to, że "jak to? ja dalej poprowadzę"
Oni: "nie, nie - nie może pan"
Na to ja: "to klops... zostawię go tutaj i niech se stoi, a w ogóle to popsuty macie ten alkomat, bo ja jedno piwo wypiłem i to ok 20 godziny im gadam."
Oni, że te urządzenia się nie mylą - i tak dalej się przekomarzamy. On sprawdza coś w kompie, i gdzieś dzwoni, baba policjantka pyta mi się ile i kiedy coś wypiłem, a ja siedzę na tylnej kanapie. Radiowóz stoi, cały czas na kogutach, w tej spokojnej okolicy, firanki się uchylają, bo pewnie jakiegoś gangsta złapali.

No i mi gadają, że popełniłem wykroczenie i tracę prawko. Ja im na to, że się nie zgadzam i jedziemy na krew. No i tutaj im ćwieka zabiłem, bo raz, że wiedzieli, że mam mało i na krwi może nie wykazać i dwa, że nie wiadomo co z rowerem zrobić.

Ale nic dzwonią po drugi radiowóz. Przyjechał po 5- 10 minutach - VW transporter - też oczywiście na kogutach, które rozświetlały całą tą spokojną okolicę. Firanki w oknach zaczęły się jakby bardziej poruszać. Mieszkańcy pomyśleli, że to jednak poważna sprawa: dwa radiowozy i rower - może gościu chciał staranować tym rowerem jakiś dom, albo w przypływie rozpaczy wjechać pod pędzącego tira, a ten chcąc go wyminąć na pewno wjechał by dom. Albo może, że jakiś gangster dla niepoznaki porusza się rowerem, a nie czarną beemą? W każdym razie sprawa wyglądała na poważną, bo zaangażowane w moje zatrzymanie były duże siły policyjne. Może nawet wszystkie z mojego małego miasteczka.

Na szczęście goście, którzy przyjechali mieli ciut więcej oleju w głowie i nie pałali zemstą, do rowerzysty terrorysty.

"Ile pan wypił?" - pyta mi się ten co przyjechał.
"Jednego browara... ok 20.00" - mówię.

Coś tam pogadali, we czwórkę

No i gościu mówi do mnie "panie Sławomirze - dalej niech pan poprowadzi, na krwi pewnie już nic nie wykaże"

Widziałem smutną twarz tego z Kia cee'd, co to chciał mnie skuć, obezwładnić i zamknąć na czterdzieści osiem, i kiedy już dalej prowadziłem, on wciąż jechał wolniutko za mną, eskortując mnie prawie pod sam dom, by w końcu powiedzieć, zrównawszy się ze mną i otwierając szybę: "mam nadzieję, że więcej się już nie spotkamy"

Jego oczy wyrażały dezaprobatę dla mojego, niecnego czynu, a patrzył na mnie jak na wielokrotnego, seryjnego zabójcę, a i ja też po części się tak czułem widząc te jego smutne oczęta.

No nic - nikogo nie przywiózł na komisariat, nikogo nie obezwładnił ani nie wystrzelił, ani jednego pocisku, uniemożliwiając mi ucieczkę po pustych chodnikach około północy poprzez przestrzelenie mi nogi w kostce.

Dzień później wracałem tą samą baną, a w banie jak to w banie - dwóch prało jednego po ryju, a stróżki krwi płynęły małymi strumyczkami na zakrętach z prawej na lewą."

czwartek, 13 sierpnia 2009
Jak stracić prawo jazdy w 10 sekund?

Tym razem Mejsonowi udało się "ustrzelić" kierowcę, który spokojnie za ten manewr straciłby prawo jazdy:

niedziela, 09 sierpnia 2009
Droga 94 koło Marcinkowic, droga śmierci.

Kolejny wypadek na prostej drodze w tym samym miejscu:
maps.google.pl/?ie=UTF8&ll=50.99296,17.216177&spn=0.015181,0.045447&t=h&z=15&lci=com.panoramio.all
Droga prosta, bez niespodzianek i teraz tam stanie 5 krzyż pewnie.
Kierowca golfa wjechal pod tira

wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,6907668,Wypadek_na_Dolnym_Slasku__Golf_zderzyl_sie_z_tirem.html?skad=rss

To jest wlasnie miejsce gdzie przydałby sie fotoradar. Kierowcy jeżdza tu
czasem ponad 160 km/h. Nie ma ich wielu, ale łatwo popelnić błąd w ocenie
odległości. Wtedy są trupy.

Tylko po co? Jak można ustawić radar zaraz przed tablicą "koniec terenu zabudowanego" i kosić kasę?


wypadek na drodze 94